Przeżycia seniorów OUTW w czasie pandemii – artykuł Marii Wojtaszek

  • by

Analiza ankiety „Jak spędziłam/em czas i co czułam/em w czasie pandemii”

Kiedy w marcu zawiesiliśmy zajęcia w Ostrowskim Uniwersytecie Trzeciego Wiek z powodu epidemii nie przypuszczaliśmy, że będzie to koniec zajęć edukacyjnych i pozaedukacyjnych roku akademickiego 2019/2020. Koronawirus zdominował nasze życie rodzinne, społeczne, a niekiedy i zawodowe. Ograniczenia w zakresie poruszania się oraz organizacji spotkań, informacje telewizyjne o przebiegu epidemii w Polsce i w innych krajach wpływały na nasze emocje, uczucia, absorbowały nasze myśli i działania. I chociaż każdy z nas przeżywał czas restrykcyjnej izolacji inaczej, to z punktu widzenia naszej grupy społecznej, która jest niby najbardziej narażona na atak COVID-19 radziliśmy sobie nieźle.

Jak to wyglądało np. w naszej, niedużej grupie słuchaczy OUTW dowiedziałam się z ankiety, którą przeprowadziłam w czerwcu wśród uczestniczek i uczestników grupy kształtowania sylwetki, już po rozluźnieniu restrykcji.

Z uzyskanych informacji wynika, że pierwsze dni pandemii znieśliśmy dość dobrze, chociaż przytłaczająca była pustka i cisza miasta, a komunikaty płynące z megafonu przejeżdżającego samochodu policyjnego nawołującego do pozostania w domu, wywoływały niepokój i przerażenie. Ale zgodnie z zaleceniami przestrzegaliśmy reguł i zaleceń. W domu robiliśmy porządki, czytaliśmy książki (notebooki), zaczęliśmy prace w ogródkach, rozwiązywaliśmy krzyżówki, dwie osoby robiły na drutach, a jedna osoba  zajmowała się poprawkami  krawieckimi garderoby.

Najgorszy był jednak okres Świąt Wielkanocnych, kiedy nie mogliśmy wspólnie z rodziną zjeść świątecznego śniadania, podzielić się jajkiem i przytulić się przy składaniu życzeń. I tego przytulenia, uścisku ręki, brakuje nam niestety cały czas. Z pomocą w tym okresie odosobnienia przyszedł nam Internet, dzięki któremu mogliśmy bez ograniczeń rozmawiać z naszymi bliskimi, szczególnie z tymi mieszkającymi poza granicami kraju. Rozmowy telefoniczne oraz  czaty zajmowały nam i nadal zajmują bardzo dużo czasu.

Gorzej było po świętach, kiedy należało wykonać  m.in. mycie okien, gruntowne sprzątanie pomieszczeń, porządki w szafach, a czas restrykcyjnej izolacji trwał. Siedzenie w domu, brak ruchu, ograniczenie przemieszczania się, powodowały zmęczenie i stres. W lepszej sytuacji były osoby mające ogródki, gdzie można było popracować, odpocząć na łonie przyrody, zażyć ruchu i pooddychać pełną piersią. Były przypadki (dwie osoby), w których członkowie rodzin narzucili sobie regulamin dnia uwzględniając nawet godzinną gimnastykę z wykorzystaniem Internetu.

W ankiecie „Jak spędziłaś/eś czas izolacji w pandemii” wzięło udział dziewiętnaście osób: siedemnaście kobiet  i dwóch mężczyzn.

Na pytanie „Czego brakowało ci najbardziej w tym czasie” odpowiedziano, że kontaktów z rodziną, spotkań towarzyskich, zajęć w OUTW, wizyt u lekarza (normalnych) i zaniechanych rehabilitacji.

Na pytanie „Co sprawiło ci w tym okresie radość” padały odpowiedzi typu: z czego się tu cieszyć, chce się płakać, a nie śmiać… Za to momentów przykrych było dużo, szczególnie w okresie świątecznym. Były łzy przy składanych życzeniach, a dwie osoby musiały zrezygnować z wyjazdu do dzieci i wnuków za granicę, dwie osoby przechodziły kwarantannę po powrocie z zagranicy, urozmaiconą  codzienną kontrolą policji, trzem osobom zdarzyło się pouczenie dotyczące niezachowania zasad epidemicznych (maseczki w sklepie i dystans w kolejce), kilka osób nie mogło uczestniczyć w pogrzebach (dwie nawet osób bliskich). Interesujące są opowieści osób przechodzących izolację po powrocie z zagranicy, ponieważ dokładne instrukcje Sanepidu dotyczące  zachowania bezpieczeństwa i ścisła izolacja potęgowały stres.

Na pytanie „Czy korzystałaś z jakiejś formy pomocy fizycznej (np. zakupy), medycznej  lub psychologicznej” odpowiedziano: psychologiczną pomocą były rozmowy telefoniczne i czaty nawet w kilka osób naraz, a także – co ciekawe, rozmowy balkonowe z sąsiadkami  z którymi kiedyś były kontakty sporadyczne. Nikt nie korzystał z porady psychologa , ale cztery osoby korzystały z telefonicznej porady medycznej, najczęściej w sprawie leków, ale też byli i tacy, którzy zamawiali je przez Internet z dostawą do domu.

Dwie osoby kontaktowały się z lekarzem przez e-maila i otrzymywały bardzo dokładną informację zwrotną, pięć osób korzystało z zakupów pod drzwi, jedna osoba chodziła na niedzielne Msze św. do kościoła.

Po rozluźnieniu restrykcji, kiedy można już było chodzić do lasu, poczuliśmy się lepiej. Spacery, jazda na rowerze, spotkanie na kawie nawet w kawiarni chociaż tylko we dwie osoby, dawały dużą dawkę optymizmu, wywoływały uśmiech na twarzy, łagodziły obawy i lęki.

Z analizy naszej krótkiej ankiety wynika, że środowisko senioralne ma nastawienie prospołeczne, ponieważ martwimy się o zdrowie bliskich, pomagamy sąsiadom: siedem osób robiło im zakupy, pięć osób szyło maseczki obdarowując nimi sąsiadów, dwie osoby opiekowały się obłożnie chorymi rodzicami. W początkowym okresie prawie wszyscy bali się kontaktu z wnukami, mimo że bardzo za nimi tęsknili.

Im dłuższy okres i większa swoboda z radością wielu z nas wraca do spotkań z rodziną, a nawet sprawuje częściej  opiekę właśnie nad wnukami.

Jakie zatem wnioski płyną z tych informacji, które uzyskałam dzięki słuchaczom OUTW?

Można stwierdzić, że pandemia zmieniła nasze życie i nie tylko na ten okres kilku miesięcy. Uzmysłowiła nam, jak bardzo kruche jest nasze życie i nasza egzystencja. Uwypukliła nasze emocje: zmęczenie, strach, przerażenie, złość, obawy i lęki nie tylko o siebie. Doceniamy, mam nadzieję, każdą drobinę radości i szczęścia. Bardziej zastanawiamy się nad naszym miejscem i rolą tu na Ziemi i mamy świadomość, ile dla przyrody robimy zła, a ile możemy zrobić dobra.
Pandemia wymusiła na nas zmianę  zwyczajów i przyzwyczajeń. Częściej myjemy ręce, dezynfekujemy, oglądamy telewizję, dzwonimy do siebie chociaż po to, aby zapytać o zdrowie. Rzadziej wychodzimy z domu i spotykamy się towarzysko. W wolniej chodzimy, rozważniej robimy zakupy.
Brakuje nam spotkań integracyjnych, wylewnego witania się i podawania ręki.
Rzadko korzystamy z komunikacji miejskiej, wolimy iść pieszo. Nosimy maseczki i rękawiczki.
Mniej boimy się zagrożeń gospodarczych i ekonomicznych niż zdrowotnych.

Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w ankiecie. Myślę, że daje nam ona też poczucie pewnej wspólnoty, w której wszyscy mamy takie same lęki i strachy, takie same radości i odrobiny szczęścia, a także podobnie patrzymy na otaczający nas świat.

Maria Wojtaszek